Powitać...

Witaj!
Skoro w tym momencie czytasz tego bloga, to dlatego, że ja Ci go udostępniłam. Proszę, nie rozsyłaj linka dalej. Sama chcę wybrać ludzi, z którymi zechcę podzielić swoimi wrażeniami.
Postanowiłam uczynić to w ten sposób, bo wydaje mi się, że kilka osób będzie tym zainteresowane, a ja nie będę musiała pisać tego samego tekstu wiele razy...

czwartek, 3 listopada 2011

Wieczorne podchody

W środę prawie cały dzień spędziłam w przedszkolu a potem poszłam na cmentarz. Planowałam wrócić do domu przed godziną 17:00, żeby przed rozpoczęciem Mszy św. i wypominków wejść do mieszkania bez przeszkadzania w czasie nabożeństwa. Oczywiście wszystko się przedłużyło i do mieszkania wróciłam na godzinę 17:15. Ale pomyślałam sobie... będzie różaniec to przemknę jakoś po cichu na chór a stamtąd do pokoju. Otworzyłam drzwi od kościoła. Jak na złość zaskrzypiały tak, że chyba pół Obertyna je usłyszało. Wchodzę do środka... a tu kazanie! Hm... co robić? Na górę nie pójdę, bo wszystkie babcie będą się oglądać i zastanawiać się przez tydzień, co robiła siostra księdza sama na mieście. Usiadłam w przedsionku i myślę... przy okazji posłuchałam trochę kazania. Zdecydowałam, że pójdę się przejść na 45 minut i jakoś przeżyję to, że drzwi znów zaskrzypią. Wyszłam z kościoła i ruszyłam przed siebie. Postanowiłam nie iść daleko, bo zaczynało się robić ciemno. Weszłam w jedną uliczkę potem w drugą... po 15 minutach znów byłam pod kościołem. Może się skończyła chociaż Msza... Podchodzę do drzwi...cisza... Podchodzę do drzwi z boku... cisza.... Okna za wysoko... Z drugiej strony są schody do mieszkania. Mogłabym wejść tamtędy, ale nie miałam klucza do tamtych drzwi. Ale mogłam stanąć na tych schodach i sprawdzić, co się dzieje w kościele. Babcie nie zauważą, bo okno z tyłu. Wspinam się na resztki tych schodów, staję na czwartym stopniu, zaglądam przez okno... babcie stoją. Oczywiście jedna spojrzała centralnie w to okno :D. Idę na drugi spacer. Tym razem już jest całkiem ciemno. Wracam znów po jakimś kwadransie, może później... W kościele dalej trwa nabożeństwo. Pasowałoby zerknąć przez okno, co robi siostra na chórze. Z jednej strony się nie da, no to może z drugiej. Rzeczywiście z ogrodu widać... Siostra gra... tylko nie wiadomo, co. Na spacer już nie ma po co iść. No to mogę pochodzić sobie dookoła kościoła i poczekać aż się skończy. No to sobie chodzę... Przy okazji oglądam gwiazdy na niebie... jest ciepło :). Mija kolejne 15 minut... Głosy przy drzwiach. Jest! Babcie wyszły, światło przygasło... można wejść. 
Wchodzę do kościoła pewna siebie, przyklękam. Właśnie wróciłam ze spaceru. Uśmiech... a na schodach przyśpieszenie... gdzie ta toaleta...? :D:D:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz