Historia ponoć prawdziwa... (do czytania nocą!!)
W pewnej (chyba) wiosce na Ukrainie plebania była niedaleko cmentarza. Był to stary budynek, nie było tam łazienki w domu, ale był wychodek (ubikacja na dworze). Tak się jakoś poskładało, że wychodek ten stał na terenie należącym do cmentarza.
Pewnego dnia wieczorem (było już ciemno, a na Ukrainie na wsiach panują egipskie ciemności) jeden z parafian, który był na plebanii wyszedł za potrzebą. Gdy tak szedł sobie postanowił, że w pewnym momencie zapali zapałkę, żeby sobie oświetlić teren i sprawdzić, gdzie idzie. Zaświecił zapałkę i w nikłym blasku jej ognia zobaczył... twarz! Wystraszony, ale jeszcze na wpół przytomny zapytał:
- Kto ty?
Ale tamta nic nie odparła. Przerażony już mężczyzna zgasił zapałkę i ruszył z powrotem w te pędy na plebanię.
Ksiądz na plebani zobaczył parafianina jak wbiegł do środka. Zwrócił uwagę na jego sterczące włosy na głowie i pyta:
- Co się stało?
Tamten nic nie odparł tylko przerażony nadal wskazał ręką za siebie. Ksiądz zobaczył, że włosy na ręce też stanęły mężczyźnie dęba. Tamten spróbował je przygładzić, ale one stanęły z powrotem. W końcu ksiądz zrozumiał, że w obecnym stanie mężczyzna nic mu nie powie i wyszedł na zewnątrz. Zaświecił światło i wówczas zobaczył dziewczynę.
Owa dziewczyna była trochę niepełnosprawna psychicznie i lubiła nocą chodzić po cmentarzu. Jej problem polegał na tym, że obierała sobie jakiś kurs i szła przed siebie nie zważając na przeszkody. Przeskakiwała ogrodzenia, przechodziła po grobach, po krzakach... W tamtym momencie też szła przed siebie i po prostu ona i parafianin wpadli na siebie.
Historia, która teraz śmieszy do łez każdego, kto ją słucha... jednak tamten mężczyzna potrzebował jakiejś godziny, żeby dojść do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz