Mój kolejny weekend zaczął się ok. 3.00 w sobotę. O tej godzinie wylądowałam w łóżku, aby zaraz potem wstać i szykować obiad na przyjęcie księdza arcybiskupa. No dobra, pomóc siostrom w jego szykowaniu. Obiadu było tyle, że jeszcze przez tydzień siostry będą go jeść zapewne z pomocą moją i brata...
Kolejna interesująca rzecz to imieniny siostry przełożonej i urodzinki małej Krystianki (ostatnie zakończyło się uroczystą, oczywiście, kolacją). We wtorek kolejne urodziny... Dlaczego wszyscy tutaj rodzą się jakoś tak w listopadzie?? Przy okazji zauważyłam, że małe dzieci na Ukrainie jakoś za mną szczególnie nie przepadają... zapewne dlatego, że mówię do nich "po chińsku". No chyba, że momentami mam jakieś olśnienia... a przecież z takimi maluchami jestem na jednym poziomie językowym. Powinniśmy się jakoś dogadać :D. Chociaż ukraiński podobny jest do polskiego to jednak nie wtedy, kiedy mówią szybko. A jeden pan jeszcze czasami wtrąca słowa po czesku. Szkoda, że ci starsi nie umieją francuskiego :P, albo może i lepiej... szkoda byłoby się skompromitować :D.
Ciekawe, kto się domyśli, co znaczy "skupa"?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz