Powitać...

Witaj!
Skoro w tym momencie czytasz tego bloga, to dlatego, że ja Ci go udostępniłam. Proszę, nie rozsyłaj linka dalej. Sama chcę wybrać ludzi, z którymi zechcę podzielić swoimi wrażeniami.
Postanowiłam uczynić to w ten sposób, bo wydaje mi się, że kilka osób będzie tym zainteresowane, a ja nie będę musiała pisać tego samego tekstu wiele razy...

wtorek, 6 grudnia 2011

Św. Mikołaj w Obertynie - kombinowanie, debiut, pizza :)

6 grudnia - pracowity dzień dla św. Mikołaja. Dla mnie też był pracowity. Pobudka 6:00 i wyjazd do Zabołotowa na Mszę św. w kaplicy u sióstr. Oczywiście wszystko zaczęło się jeszcze przed świtem. A potem wyszło słońce i odsłoniło góry... :) W Zabołotowie...? Brewiarz po ukraińsku... Zanim zdążyłam przeczytać jedno słowo, siostry już były ze dwie linijki dalej. Po Mszy śniadanie... i pierwsze prezenty... :] Potem drobne zakupy w Kołomyji (wiadomo św. Mikołajowi trzeba pomóc zgromadzić podarunki, bo sam może nie zdążyć...).
Po południu: co by św. Mikołaj mógł przynieść bratu?? Myśli, myśli i wymyślił. No to dawaj do sklepu! Potem do sióstr, co by prezent był podpisany po ukraińsku i nie moją ręką... tzn. no... wiadomo :P. A co potem?? Jak go zaniosę do pozostałych prezentów to go Artek pierwszy zobaczy i schowa i się domyśli... Mikołaj mieszka po sąsiedzku (poważnie, nawet dwóch!!)... no to może prosto do Mikołaja?? Dobra myśl... :) Przy okazji zaprosili mnie na pizzę wieczorem :P.
No i nadszedł wieczór. Św. Mikołaj jak wiadomo podróżuje w cywilnych ubraniach więc w czasie Mszy trzeba było go ubrać i przygotować... a potem poszedł do kościoła. Mała Iwonka (2 lata) go pierwsza zobaczyła, pobiegła i zawołała: "O wujek Mikołaj!!" - znaczy kamuflarz kiepski... A mały Staszek: "Mamo, a dlaczego św. Mikołaj ma buty naszego taty??"
Dzieci prezenty dostały, nawet takie co w życiu w naszym kościele nie były. Były wiersze, piosenki, modlitwy... w końcu św. Mikołaj zawołał mnie... oczywiście musiał trochę powołać, zanim zrozumiałam, o co mu chodzi :P. No i co? No i musiałam powiedzieć jakąś modlitwę (dobrze, że nie śpiewać :)). Myślę, po polsku czy po ukraińsku? A jak po ukraińsku to co jest krótsze? Ojcze nasz czy Zdrowaś Mario? Dobra może być Ojcze nasz... No to mówię...  Przydały się te "konferansjerki" na uczelni po francusku przed Francuzami. Zahartowało... skończyłam a tu brawa!!! Św. Mikołaj aż usta otworzył. Mój brat chyba też... Jedyne co mi nie wyszło to akcent... ale jakbym zaczęła próbować mówić z tutejszym akcentem to mogłoby być już całkiem śmiesznie... Prezent dostałam :). A potem była pizza!!! ...u dwóch Mikołajów :).
Zapomniałam! Babcie też były... dostały czekolady!!

czwartek, 1 grudnia 2011

Babcie znów ratują sytuację

W niedzielę, jak w każdej rzymskokatolickiej parafii u nas rozpoczął się okres adwentu a wraz z nim roraty. Mamy lampiony dla dzieci, mamy figurkę Dzieciątka Jezus, które dzieci sobie losują po mszy tylko... nie mamy dzieci. Ale babcie są wierne jak zwykle i to one trzymają w dłoniach kolorowe lampiony, które ja zapalam przed Eucharystią każdego dnia i to babcie losują karteczki. A ta która wylosuje karteczkę z obrazkiem aniołka dostaje do domu na dzień figurkę Dzieciątka.

We wtorki jest Koronka do Miłosierdzia Bożego i babcie niektóre mówią ją ze słuchu. Kiedyś jedna modli się i słyszę... "ofiaruję Ci duszę i ubóstwo..." ;) Takie to są te nasze babcie, ale gdyby nie one to dzisiaj na Mszy byłabym tylko ja.

W dodatku rozpoczyna się problem z wodą. Brak deszczu sprawia, że brakuje wody w studniach. Potrzeba śniegu albo deszczu.