W niedzielę zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie urodzinowe do jednej z mieszkanek Obertyna. Oprócz nas byli jeszcze jej syn z żoną i dwuletnią córeczką, którzy mieszkają w tym samym domu oraz córka jubilatki z mężem i dwoma synami, którzy są naszymi sąsiadami. Impreza była udana i zabawna (głównie dzięki dzieciakom). Udało mi się zrozumieć w jakichś 50% o czym rozmawiano, ale głównym punktem przyjęcia było jedzenie. Spróbuję opisać „zawartość” stołu.
Przystawki:
- sałatki (3 rodzaje);
- ryba smażona podana na zimno (pyszna :));
- grzanki z bułek z czymś majonezowym z warzywami na ostro;
- szynka, ser;
jeśli coś jeszcze, to nie pamiętam.
Danie główne:
- wątróbka z czymś;
- pierogi z mięsem i jakiś rosół do popicia;
- ziemniaki z mięsem mielonym chyba, pomidory marynowane, ogórki kiszone;
- gołąbki (ale takie małe i nie z ryżem – w sumie nie jestem pewna, co to było, ale było dobre).
Deser:
- 3 rodzaje placka: jeden ucierany, dwa z jakimiś masami;
- talerz owoców;
- kawa, herbata.
Trunki: mocniejszy dla panów, słabszy dla pań i bezalkoholowe dla dzieci.
W porę ostrzeżona, jak wygląda taka uczta skosztowałam niemal wszystkiego w minimalnych ilościach. Oczywiście to wszystko było w okolicach godzin 17:00-20:00 i po sutym obiedzie u sióstr. Dzisiaj będę biegać dookoła Obertyna :D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz