Na codzień do naszego kościoła w Obertynie przychodzą babcie. Dzisiaj było ich aż dwanaście. Zauważyłam, jaki wzór chustki na głowę rządzi w tym sezonie, bo kilka miało takie same ale w innych kolorach. Babcie niektóre są polskiego pochodzenia, niektóre ukraińskiego. Są babcie wysokie i babcie niskie. Babcie szczupłe i pulchne.
Babcie nigdy nie dosłyszą, dlatego jak ksiądz proboszcz powie jakieś ogłoszenia, to babcie muszą to między sobą obgadać. I nieważne, co dzieje się podczas Mszy, albo że ksiądz wystawia monstrancję. Babcie muszą od razu sobie wszystko przekazać.
Babcie lubią śpiewać, ale nie lubią szukać pieśni w śpiewnikach. Co znają, to śpiewają, a czego nie znają to śpiewa siostra sama. Jest babcia, która nie lubi jak siostra przeciąga, bo ona wtedy nie wyrabia z oddechem. Jednak pozostałe babcie tłumaczą, że tak musi być, bo siostra "po nutach śpiewaje". Ta babcia też odmawia różaniec i wszystkie inne modlitwy w swoim tempie. Czasem bywa to mylące nie tylko dla pozostałych babć...
Babcie też dbają o księdza i siostry... Przynoszą im różne produkty. To ziemniaki, to cebulę, to marchewkę, to kompot, to jakiś sos, mleko, jajka... każda babcia coś przynieść musi, bo o proboszcza trzeba dbać. Czasami jednak babcie są zazdrosne o siebie nawzajem, no bo siostra weźmie od innej a nie od tej, co zwykle. Wymiana słoików odbywa się na ławce z tyłu w kościele.
Generalnie jednak dobrze, że babcie są, bo jakby babć nie było, to kościół w dni powszednie byłby pusty i żołądek księdza proboszcza i sióstr też...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz